|
27 stycznia 2012 - 21:42
 Dzisiejszy start w najdłuższej edycji Pucharu Maratonu, 25km, był bardzo udaną dla nas imprezą. Lucky zajął doskonałe piąte miejsce, ustępując tylko biegaczom z najwyższej półki.
Maciek i Piotrek zajęli miejsca w pierwszej pięćdziesiątce, a Grzesiek udanie debiutował na tak długim dla niego dystansie.
Sam bieg i trasa jest rewelacyjny dla zdrowia, płuc i biegowej formy. Pięć pętelek po 5km w Lasku Kabackim po leśnych dróżkach, wśród wspaniałej natury (były i drzewa, i cień, i śpiew ptaków J-nic tylko biegać!) bardzo dotleniły organizm i nastawiły taką zdrową, pozytywną energią. Pogoda też dopisała, tak samo jak liczba uczestników, wyjątkowo liczna. Organizacja też na medal: punkty z wodą i napojami, szatnie, przechowalnie, a nawet na mecie szczęśliwe dla większości z nas losowanie fantów.
W samym biegu każdy z WARSZAWIAKÓW miał inną wybraną przez siebie taktykę.
- Lucky chciał pobiec na maksa, powalczyć o dobrą lokatę i pobicie wyniku sprzed roku. Wszystko mu się udałoJ Powalczył, zajął piąte miejsce i o 6 minut pobił swój czas z 2008r.
- Piotrek chciał odbudować swoją formę po wakacjach, pobiec szybciej niż rok temu i wybiegać kilometry przed Maratonem we Wrocławiu. Wszystko to zrobił dzisiaj na Kabatach.
- Maciek planował wykorzystać Puchar Maratonu do zrobienia treningu progresywnego z narastającym tempem. Plan został wykonany w 100%, a przy okazji o 7 minut szybciej przebiegł trasę niż przed rokiem.
- Grzesiek debiutował na 25kilometrowej trasie. Jak do tej pory jego najdłuższy bieg to był półmaraton. Przez ponad 70 minut biegł razem z Maćkiem i złamał dziś dwie granice: biegania przez 2 godziny i pokonania 25km.
Także z dzisiejszego biegu w Pucharze Maratonu wszyscy mamy bardzo miłe wspomnienia, które powinny zaprocentować we wrześniu podczas naszych startów w maratonach. Oby tak się stało! A swoją drogą niezłe bicepsiki mają WARSZAWIAKY, naprawdę niezłe… J

|