WARSZAWIAKY
Aktualności
WARSZAWIAKY
Sylwetki
Starty
Zdjęcia
Blog
Forum
Słynni
Goście
Sympatycy
Kalendarium
Kontakt
Kategorie
Archiwum
styczeń 2012
marzec 2009
Athletics Club
10.04.2011-35.Marathon de Paris, relacja Kamila
27 stycznia 2012 - 21:53


Gdybym miał w jednym zdaniu opisać jaki był mój wyjazd do Paryża to powiedziałbym „za krótki”
J i to chyba najlepiej oddaje jak bardzo udany był pobyt w stolicy Francji. Tydzień to zdecydowanie za mało czasu, aby poznać zakątki tego urokliwego miasta położonego w otoczeniu wzgórz. Nie będę rozpisywał się o doznaniach wizualnych, bo to nie przewodnik turystycznyJ ale zachęcam do odwiedzenia tego miasta, chociażby dla samego Luwru, który zrobił na mnie największe wrażenie.

Do miasta zakochanych, sztuki i stolicy światowej mody ściągnął mnie jeden z największych na świecie maratonów. Organizatorzy planowali zrobić bieg na 40 tysięcy zawodników! Tyle właśnie osób zarejestrowało się do tegorocznego Marathon de Paris. Gdyby wszyscy biegacze dotarli do mety to byłby to drugi największy w historii maraton wszechczasów – listę otwiera Nowy York z wynikiem 43 250 sklasyfikowanych zawodników. Okazało się jednak, że do mety tegorocznego Maratonu w Paryżu dotarło zaledwie nieco ponad 25 tysięcy osób… szokująco mało. Jako porażkę można by uznać także fakt, że jedynie 7 zawodników osiągnęło wynik poniżej 2:10 podczas, gdy organizatorzy liczyli na poprawę rekordu sprzed dwóch lat, gdy takim rezultatem mogło się pochwalić 12 biegaczy. Na „słabsze” wyniki najszybszych zawodników złożyła się prawdopodobnie słoneczna pogoda i nieco ponad 20-stopniowa temperatura. 
Moje wrażenia z tego biegu są jednak bardzo pozytywne. Organizacja była perfekcyjna. Dopisali także kibice, którzy byli licznie zgromadzeni na trasie, za wyjątkiem dwóch lasków na skraju miasta. Wśród publiczności nie zabrakło także Polaków, którzy w kilku miejscach pokrzykiwali do mnie „dalej Warszawiacy!” albo „brawo Warszawa!”. To na co zwróciłem uwagę podczas biegu to niebieska linia wyznaczająca optymalną trasę, która może być przydatna dla zawodników walczących o każdą sekundę.


Co do samych zawodów to bieg zaczął się z delikatnego wzniesienia w okolicy Łuku Tryumfalnego na Polach Elizejskich. Towarzysząca biegowi adrenalina, tysiące biegaczy i kibiców oraz błysk fleszy i muzyka doprowadziły do tego, że na starcie byłem ciągle wymijany przez zawodników. Wszyscy zasuwali ostro jakby to był bieg na 5 kilometrów! W pewnym momencie zastanawiałem się ile setek osób jeszcze mnie wyprzedziJ Przed startem planowałem zrobić wynik 2:48:45, czyli pokonać trasę w tempie 4:00 min/km. Przez ponad kilometr starałem się znaleźć ten rytm biegu i nie mogłem. Po chwili zdecydowałem się porzucić przedstartowe założenia i pobiec w takim tempie, w jakim czuje się najlepiej. Pierwszą piątkę zrobiłem w 19:34, co przekładało się na końcowy wynik zbliżony do 2:45! Druga piątka była wolniejsza ze względu na charakterystykę trasy (długi podbieg), ale na kolejnych kilometrach tempo biegu poprawiło się. Na półmetku miałem wynik 1:22:21, czyli w dalszym ciągu biegłem na 2:45. Czułem się świetnie, ale tylko do 33 km… tym razem nie miałem problemu ze skurczami. Zawiodły nogi, które były ciężkie i zaczęło brakować sił. W slangu biegaczy mówi się o ścianie, której doświadczyłem po raz drugi w życiu. 
Pierwszy raz przytrafiło mi się to w debiucie, mniej więcej na tym samym etapie biegu. Wówczas do biegu przygotowywałem się przez ok. dwa miesiące… tym razem moje przygotowania były niewiele dłuższe (zakłóciło je przewlekłe przeziębienie). Ostatnie kilometry biegu to walka z samym sobą i rwanie tempa. Jestem przekonany, że gdyby nie problemy zdrowotne z początku roku, które skutkowały niższym kilometrażem w okresie przygotowawczym, to dałbym radę utrzymać początkowe tempo biegu.
 
Z wyniku jestem zadowolony – poprawiłem „życiówkę” o prawie 8 minut pokonując dystans w czasie 2:47:07 (netto). Nie ma jednak co spoczywać na laurach. Bieg się udał, ale „minimum” do Londynu dla mojego wieku to 2:45. Jeszcze trochę brakuje, ale wierzę, że jesienią uda się osiągnąć upragniony rezultat. Blask mojego wyniku sportowego przyćmiewa to co zrobiłem chwilę po przekroczeniu linii mety, gdzie zaręczyłem się z MonikąJ
Kamil

<< Przejdź do 27 stycznia 2012 Skomentuj
Brak rekordów        
Skomentuj
Twoje imię   
Temat   
Treść   
Wpisz tekst, który widzisz na poniższym obrazku.

10000000100000001100000011110000110000001000100010000000100010001100110010001000111111111010000011001100101010101000000010001000
AktualnościWARSZAWIAKYSylwetkiStartyZdjęciaBlogForumSłynniGościeSympatycyKalendariumKontakt