WARSZAWIAKY
Aktualności
WARSZAWIAKY
Sylwetki
Starty
Zdjęcia
Blog
Forum
Słynni
Goście
Sympatycy
Kalendarium
Kontakt
Kategorie
Archiwum
styczeń 2012
marzec 2009
Athletics Club
styczeń 2012
RSS
25.10.2011-33.Maraton Warszawski: Drugie miejsce, do pierwszego coraz bliżej :)
27 stycznia 2012 - 21:54


To był  nasz czwarty start w Maratonie Warszawskim i jak do tej pory najlepszy.
Zajęliśmy drugie miejsce drużynowo-najwyższe jak do tej pory, wystartowała trzynastoosobowa drużyna WARSZAWIAKÓW-największa jak do tej pory, były dwa miejsca w pierwszej czterdziestce i pięć nowych życiówek (Bartka, Pawła, Asi, Oli oraz mój). Mimo tak dobrych wyników pozostał lekki niedosyt, ponieważ mogliśmy uzyskać lepszy rezultat zarówno drużynowo jak i indywidualnie. Do pierwszego miejsca zabrakło bardzo niewiele. Kamil wyliczył, że na dystansie 168.78km zabrakło nam do pierwszej druzyny Entre tylko 1.272metrów. Najważniejsze, że jest ciągły progres. Przed rokiem mieliśmy łączny czas 12:30:34, a w tym roku uzyskaliśmy 12:02:20, czyli jest postęp o ponad 28minut! A wszyscy wiemy, że ciągle mamy duże rezerwy. I to jest najlepsza wiadomośćJ


Wielki Haile Gebrselassie powiedział nie tak dawno o maratonie:
"Maraton to nie jest bieg, to jest przygoda. Nie biegniesz tylko przeciwko innym, ale również przeciw samemu sobie.  Nigdy nie wiesz, kiedy pojawi się jakiś problem. Ale wiesz, że się pojawi."

Coś w tym jest! Mój problem pojawił się na 32kilometrze. Do tego momentu biegło mi się bardzo dobrze: trzymałem równe tempo 4:00 na kilometr, bez żadnego zmęczenia czy dolegliwości. I wtedy zacząłem słabnąć. Na pewno wpływ na to miała pogoda. W niedzielę zdecydowanie był najgorętszy dzień ze wszystkich moich startów w Maratonie Warszawskim. Trasa też zdecydowanie nie odpowiadała mi. Lubię biegać po moim rodzinnym mieście i podziwiać jego piękno, ale tym razem do Kolumny Zygmunta było daleko jak nigdy i nawet jej nie zobaczyłem. Zamiast Starówki, Nowego Światu, Pragi, Poniatoszczaka, mostu Świętokrzyskiego, Krakowskiego Przedmieścia czy rodzinnego Powiśla oglądałem jakieś pola, łąki i podmiejskie drogi dla rowerzystów. Dla mnie to nieporozumienie. Takie jest moje subiektywne zdanie.
Natomiast cieszę się, że kolejny czwarty maraton biję swój rekord o ponad półtorej minuty. 2:53:57 to nie jest zły wynik-dał mi miejsce w pierwszej czterdziestce- ale liczyłem na więcejJ

Nie chciałbym wystawiać indywidualnych laurek, ale trzeba wspomnieć o pobitych życiówkach. Niesamowity postęp zrobił Bartek! Poprawić swój czas poniżej trzech godzin  o ponad 14minut może zrobić tylko wyjątkowy kozakJ Tak samo duży progres zrobiła Asia pięknie łamiąc 3:30. Ich świetne wyniki dają im Trzecią Klasę Sportową, a przecież są jeszcze bardzo młodzi. Bardzo duży postęp, minutowo nawet największy, bo o ponad 21 minut zrobił Paweł. Tak samo cieszy poprawiony o ponad 2minuty rekord Oli. Z różnych względów (kontuzje, choroby, problemy) reszta nie pobiła swoich rekordów, ale cieszy fakt, że wszyscy ukończyli ten maraton w dobrej formie.

Asia, Ola, Halina! Wielkie dzięki za wsparcie nas i za piękne wynikiJ
Za rok będziemy jeszcze mocniejsi i będzie jeszcze lepiej! Tylko musimy poprawić nasz łączny czas o następne 28 minutJ

10.04.2011-35.Marathon de Paris, relacja Kamila
27 stycznia 2012 - 21:53


Gdybym miał w jednym zdaniu opisać jaki był mój wyjazd do Paryża to powiedziałbym „za krótki”
J i to chyba najlepiej oddaje jak bardzo udany był pobyt w stolicy Francji. Tydzień to zdecydowanie za mało czasu, aby poznać zakątki tego urokliwego miasta położonego w otoczeniu wzgórz. Nie będę rozpisywał się o doznaniach wizualnych, bo to nie przewodnik turystycznyJ ale zachęcam do odwiedzenia tego miasta, chociażby dla samego Luwru, który zrobił na mnie największe wrażenie.

Do miasta zakochanych, sztuki i stolicy światowej mody ściągnął mnie jeden z największych na świecie maratonów. Organizatorzy planowali zrobić bieg na 40 tysięcy zawodników! Tyle właśnie osób zarejestrowało się do tegorocznego Marathon de Paris. Gdyby wszyscy biegacze dotarli do mety to byłby to drugi największy w historii maraton wszechczasów – listę otwiera Nowy York z wynikiem 43 250 sklasyfikowanych zawodników. Okazało się jednak, że do mety tegorocznego Maratonu w Paryżu dotarło zaledwie nieco ponad 25 tysięcy osób… szokująco mało. Jako porażkę można by uznać także fakt, że jedynie 7 zawodników osiągnęło wynik poniżej 2:10 podczas, gdy organizatorzy liczyli na poprawę rekordu sprzed dwóch lat, gdy takim rezultatem mogło się pochwalić 12 biegaczy. Na „słabsze” wyniki najszybszych zawodników złożyła się prawdopodobnie słoneczna pogoda i nieco ponad 20-stopniowa temperatura. 
Moje wrażenia z tego biegu są jednak bardzo pozytywne. Organizacja była perfekcyjna. Dopisali także kibice, którzy byli licznie zgromadzeni na trasie, za wyjątkiem dwóch lasków na skraju miasta. Wśród publiczności nie zabrakło także Polaków, którzy w kilku miejscach pokrzykiwali do mnie „dalej Warszawiacy!” albo „brawo Warszawa!”. To na co zwróciłem uwagę podczas biegu to niebieska linia wyznaczająca optymalną trasę, która może być przydatna dla zawodników walczących o każdą sekundę.


Co do samych zawodów to bieg zaczął się z delikatnego wzniesienia w okolicy Łuku Tryumfalnego na Polach Elizejskich. Towarzysząca biegowi adrenalina, tysiące biegaczy i kibiców oraz błysk fleszy i muzyka doprowadziły do tego, że na starcie byłem ciągle wymijany przez zawodników. Wszyscy zasuwali ostro jakby to był bieg na 5 kilometrów! W pewnym momencie zastanawiałem się ile setek osób jeszcze mnie wyprzedziJ Przed startem planowałem zrobić wynik 2:48:45, czyli pokonać trasę w tempie 4:00 min/km. Przez ponad kilometr starałem się znaleźć ten rytm biegu i nie mogłem. Po chwili zdecydowałem się porzucić przedstartowe założenia i pobiec w takim tempie, w jakim czuje się najlepiej. Pierwszą piątkę zrobiłem w 19:34, co przekładało się na końcowy wynik zbliżony do 2:45! Druga piątka była wolniejsza ze względu na charakterystykę trasy (długi podbieg), ale na kolejnych kilometrach tempo biegu poprawiło się. Na półmetku miałem wynik 1:22:21, czyli w dalszym ciągu biegłem na 2:45. Czułem się świetnie, ale tylko do 33 km… tym razem nie miałem problemu ze skurczami. Zawiodły nogi, które były ciężkie i zaczęło brakować sił. W slangu biegaczy mówi się o ścianie, której doświadczyłem po raz drugi w życiu. 
Pierwszy raz przytrafiło mi się to w debiucie, mniej więcej na tym samym etapie biegu. Wówczas do biegu przygotowywałem się przez ok. dwa miesiące… tym razem moje przygotowania były niewiele dłuższe (zakłóciło je przewlekłe przeziębienie). Ostatnie kilometry biegu to walka z samym sobą i rwanie tempa. Jestem przekonany, że gdyby nie problemy zdrowotne z początku roku, które skutkowały niższym kilometrażem w okresie przygotowawczym, to dałbym radę utrzymać początkowe tempo biegu.
 
Z wyniku jestem zadowolony – poprawiłem „życiówkę” o prawie 8 minut pokonując dystans w czasie 2:47:07 (netto). Nie ma jednak co spoczywać na laurach. Bieg się udał, ale „minimum” do Londynu dla mojego wieku to 2:45. Jeszcze trochę brakuje, ale wierzę, że jesienią uda się osiągnąć upragniony rezultat. Blask mojego wyniku sportowego przyćmiewa to co zrobiłem chwilę po przekroczeniu linii mety, gdzie zaręczyłem się z MonikąJ
Kamil

6.Półmaraton Warszawski, 27.03.2011- drugie miejsce
27 stycznia 2012 - 21:52


Minęło już kilka dni od 6.Półmaratonu Warszawskiego. Powoli opadają emocje. Czas na po startowe refleksje.
Wszyscy cieszymy się, że pokazaliśmy się z dobrej strony, że pokazaliśmy warszawski charakter, że ciężki trening nie poszedł na marne i zaprocentował dobrymi rezultatami. Drugie miejsce wśród 60 drużyn z całej Polski to jest świetny wynik! Tym bardziej, że my dopiero się rozkręcamy. Ciągle czynimy postępy i praktycznie ze startu na start poprawiamy się.

Średnia wieku czwórki, która punktowała to 27 lat, a gdyby nie mój czterdziestolatkowy wiekJ, który zawyżył średnią, to byłyby to 23 lata! Taki wiek, to jest dobry dla sprinterów, dla maratończyków najlepszy przychodzi po trzydziestce. Long live the King!JJJ Tylko, że nasi „złoci pięćdziesięciolatkowie” też biegają, jak młode gepardy!

Bardzo cieszy też osiem życiówek, ale nie można zapominać, że z pozostałej czwórki startujących Krzysiek ciągle zmaga się z kontuzją, Lucky miał obowiązki pacemakerskie i nie mógł się ścigać, Janusz poprawił swój czas o 8 minut w porównaniu z zeszłym rokiem, a Zawi biegł z plecakiem o nazwie 100kilogramówJ Czyli za rok może być jeszcze lepiej!

Na pewno znowu damy z siebie wszystko, ale nie chcielibyśmy nigdy więcej mieć takich nieprzyjemnych zajść, jak to miało miejsce podczas wręczania nagród w tym roku.

27.02.2011-XXXI Półmaraton Wiązowski
27 stycznia 2012 - 21:52



Czwarty raz startowałem w Wiązownej i za każdym razem poprawiałem tam swój czas o dwójkę. Zgodnie z tą reguła za rok powinienem zrobić 1:17
J
Półmaraton Wiązowski ma dużo plusów: wzorową organizację, sympatię mieszkańców, mocną obsadę, prostą trasę, no i smalecJ Tak smalec jest rewelacyjny! Dlatego Wiązowna to jest miejsce, do którego chętnie się wraca.
Nie tylko ja mam takie odczucia. Z roku na rok rośnie liczba startujących i przybywa nowych chętnych. Poziom też jest coraz wyższy. W tegorocznym półmaratonie złamałem 1:20, jednak zająłem najgorsze miejsce, 48. , ze wszystkich startów. Ten sam wynik dałby mi w 2008r miejsce w pierwszej dwudziestce!

 Tak wygląda podsumowanie i progresja moich czterech startów w Wiązownej:

Rok 2008

-miejsce 47, czas 1:25:32,   (wynik z 2011r. dałby mi 20. miejsce)

Rok 2009

-miejsce 44, czas 1:23:33,  (wynik z 2011r. dałby mi 25. miejsce)

Rok 2010

-miejsce 36, 1:21:07, (wynik z 2011r. dałby mi 30. miejsce)

Rok 2011

-miejsce 48, czas 1:19:58,

Tegoroczny bieg rozgrywany był przy bardzo silnym wietrze. Na szczęście był on niezmienny. Także do Glinianki biegło się pod wiatr, a od nawrotu z przychylnym wiatrem.
Miałem taki luźny plan przebiec go w 1:20. Styczniowa choroba, bardzo mroźny luty, jak również sama pogoda w dniu startu nakazywały być wstrzemięźliwymJ Utworzyły się dwie duże grupy biegaczy: pierwsza z najlepszymi kobietami biegnąca na ok. 1:16 i druga, w której biegłem ja na ok.1:20. Między tymi dwiema grupami biegło osamotnionych kilku biegaczy, wśród nich Lucky.
Pierwszą część pobiegłem tak trochę na pół gwizdka, rezerwując siły. Potem był nawrót i mijanie się z Krzykiem, Januszem i Piotrkiem. W drugiej podkręciłem tempo korzystając z pomocy wiatru i ostatnie kilometry biegłem tempem 3:36-3:32. Udało mi się wtedy dogonić Luckyego, który musiał odczuć i samotną walkę z wiatrem i piątkowy wyjazd na mecz do Krakowa.
Kolejnym plusem Wiązownej jest długi finisz z dwoma skrętami w lewo. Można się tam ładnie rozpędzićJ

 Za rok stawiam się tam po raz piąty i wtedy Wiązowna zrówna się z Madrytem pod względem ilości startów w połówkachJ

01.01.2011-Złota Mila, relacja Kamila
27 stycznia 2012 - 21:50


Dwanaście godzin po hucznie przywitanym Nowym Roku zainaugurowaliśmy biegowy sezon. Polski Komitet Olimpijski zorganizował bieg na dystansie 1 mili, który był bardzo słabo nagłośniony w mediach. W kameralnych zawodach nie zabrakło Warszawiaków, którzy do biegu przystąpili w czteroosobowym składzie - gościnny występ Moniki pozwolił nam na zmierzenie się w klasyfikacji klubów warszawskich (drużyna musiała składać się z minimum jednej kobiety).


Oceniając stronę organizacyjną trzeba podkreślić, że dobrze się stało iż do biegu przystąpiło stosunkowo niewielu biegaczy (mniej niż 100), gdyż na wąskiej ścieżce rowerowej wyprzedzanie było utrudnione. Co istotne po pokonaniu nieco ponad 800 metrów była nawrotka i zawodnicy z przodu stawki musieli gęsiego pokonywać paręset kolejnych metrów, aby minąć biegaczy zmierzających do "półmetka" zawodów. W tych warunkach przy zalegającym śniegu wyprzedzanie zawodników było niemalże niemożliwe. Z tego względu na końcowy wynik istotnie wpłynął początek biegu. Pomimo dość krótkiego odcinka trasy organizatorzy niestety nie zdecydowali się na odśnieżenie 800-metrowego odcinka, co przełożyło się na słabsze czasy (dużo traciło się również na nawrocie przy którym mocno hamowaliśmy, a następnie przyspieszaliśmy). Biorąc pod uwagę te czynniki oraz fakt, że jesteśmy w trakcie przygotowywania się do zasadniczej części sezonu (najważniejsze starty jeszcze przed nami) to uzyskiwane przez nas czasy miały drugorzędne znaczenie. Nie wystartowaliśmy jednak tylko po to, żeby pokonać dystans i w ten sposób rozpocząć nowy sezon - o nie! Po cichu chyba wszyscy liczyliśmy na sukces w klasyfikacji drużynowej, do której pod uwagę brane były wyniki trzech najszybszych osób z czteroosobowych zespołów. Pobiegliśmy tak jak mogliśmy i minimalnie przegraliśmy po zaciętej walce z młodymi zawodnikami Marymontu (zdobyliśmy po 36 pkt.). Przegraliśmy, jeśli uznać drugie miejsce za porażkę :) pewnie, że apetyt był większy, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło :) Otóż zwycięzcy otrzymali puchar przechodni :) a naszej nagrody (ładny puchar za drugie miejsce) nikt nam nie zabrał :) Jeżeli w przyszłym roku zmobilizujemy się i wygramy (albo zwycięży inna drużyna niż Marymont) to tegorocznym tryumfatorom pozostaną jedynie zdjęcia na których cieszyli się z sukcesu. Atrakcją wczorajszej ceremonii był występ Orkiestry z Chmielnej, która wykonując "Nie ma cwaniaka nad Warszawiaka" zakończyła oficjalną część imprezy - wówczas staliśmy na podium :) Ale nie traktujmy tego jako artystycznej zapowiedzi naszego przyszłorocznego sukcesu, który "po prostu" trzeba wybiegać.

 
W przyszły weekend czekają nas zawody z cyklu zimowe biegi górskie, ale prawdziwy test czeka nas dopiero za dwa tygodnie, gdy na Chomiczówce odbędzie się bieg na dystansie 15 km. To będzie jedna z większych imprez w "zimowej" części sezonu, więc obsada zawodów powinna być silna. Zobaczymy jak wypadniemy na tle bardzo mocnych rywali

XV Żoliborski Bieg Mikołajkowy
27 stycznia 2012 - 21:50

Dobre tradycje trzeba kultywować, np. ostatni Warszawiak stawia piwo czy impreza pomaratońska u JanuszaJ. Należy do nich również Żoliborski Bieg Mikołajkowy oraz następujące po nim spotkanie u „Araba”.
Sam bieg na Kępie Potockiej odbył się na nowej pięciokilometrowej pętli, przy kilkunasto stopniowym mrozie oraz silnym wietrze. Startowali w nim Kamil, Marta, Krzysiek, Brylant, Bartek, Paweł i Maciek.
Po udanej części sportowej, uwieńczonej trzecim miejscem Marty w kategorii Open oraz miejscem na podium Kamila i Maćka, przyszła pora na część „artystyczną”J, do której dołączyli Roman, Kuba i Lucky. W takim miłym gronie nastąpiło podsumowanie bardzo udanego sezonu. Rok 2011 zapowiada się jeszcze lepiej, żeby tylko kontuzje nas omijały.
11.Poznań Maraton-relacja Luckyego
27 stycznia 2012 - 21:50
Wybrałem się do Poznania w sobotę samolotem i na dzień dobry niespodzianka - spotkałem na pokładzie kolegę Radka z zaznajomionego klubu Castellanus :) Lot był krotki, niecała godzina, wiec nie zdążyliśmy sie nagadać a już musiałem zapiąć pasy, żeby bezpiecznie lądować na wielkopolskiej ziemi.
Sam maraton z mojego punktu widzenia zorganizowany bez zastrzeżeń, nawet pogoda dopisała (mimo że na mecie rozdawano kubeczki z napojami tylko, nie całe butelki, co mnie skazało na szybki marsz do najbliższego sklepu monopolowego :) ) Jednak dziwne wrażenie miałem, gdy się rozgrzewałem przed zawodami w pobliskim lasku i biegałem po....szronie, będąc ubrany w koszulkę bez rękawów :) później zrobiło sie bardzo ciepło i mankamentem był tylko miejscami silny i lodowaty wiatr.
Odnośnie samego biegu, to mimo wcześniejszych zapowiedzi, że odpuszczam i się nie ścigam, na starcie stwierdziłem, że przecież nie będę sobą jak nie spróbuję się choć zbliżyć do tej cholernej trójki :) Tak więc, pierwszą połówkę leciałem dość asekuracyjnie, mając grupę na 3:00 w zasięgu wzroku kilkadziesiąt metrów przed sobą i specjalnie jej nie ścigając, po prostu biegłem swoje równo, bo czułem na każdym treningu po Maratonie Warszawskim ból, więc nie chciałem zdechnąć za szybko. Wiedziałem też, że trasa obejmuje dwie takie same pętle, więc ta druga jakoś dziwnie wydawała mi się łatwiejsza, bo już będę wiedział, co przede mną :) Niestety, tak jak Wam już pisałem, równo na 20km mój organizm odmówił współpracy, najpewniej z przetrenowania, i musiałem zarządzić prawie dwuminutowa przerwę techniczną. Jednak po niej rzuciłem wszystko na jedna kartę - przez prawie 10km nadrabiałem straty, hurtowo mijałem biegaczy i goniłem rzeczoną grupkę pod wezwaniem "3:00" co mi sie udało tuż przed 30km - miałem wówczas zapas prawie pół minuty do złamania trójki, więc myślałem, że nie jest źle. Stwierdziłem, że trzymam to tempo najdłużej jak się da i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Tutaj dodam, że atmosfera biegu była zaskakująco przyjemna: co i rusz jakieś bandy muzyczne albo głośne grupy szkolne, które wprawiały mnie w rozbawienie i dopingowały, ponieważ reprezentowana przez nich muzyka albo okrzyki przyśpieszały mnie na zasadzie "spieprzać, bo hałasują" :) spotkałem się też, jak wspominałem, z zupełnie przyjaznymi reakcjami kibiców odnośnie klubowej koszulki wskazującej na pochodzenie, a spodziewałem się czegoś zupełnie odwrotnego. Okrzyki "dawaj Warszawiak", "brawo Warszawiaky", etc. słyszane na poznańskiej ziemi to - dodając punkt widzenia kibica - coś wręcz niespotykanego :) Przypominam sobie chyba tylko jedno miejsce na trasie, gdzie było słychać tupot nóg zawodników i gdzie można było pomyśleć: "oto samotność maratończyka - ja i asfalt sam na sam przez trzy godziny".
Reasumując, robiłem swoje do 38km, gdzie niestety znów odezwał się mój organizm z komunikatem "mam dość" i musiałem silnie zwolnić, nawet parę razy przejść do marszu, bo ból był naprawdę nie do zniesienia i uniemożliwiał bieg, a nawet głębszy oddech. Po drugiej przerwie technicznej, w tym samym miejscu tyle, że 20km dalej, znów zacząłem nadganiać, żeby chociaż zrobić jakiś przyzwoity czas. Było o tyle łatwiej, że ostatnie 2.195km w Poznaniu jest praktycznie z górki, więc zmieściłem się przed upływem 10 minut za trójką wbiegając na metę w pełnym pędzie, mając już w głowie piwo oraz wieczorny mecz Legii z Ado :)
Satysfakcja oczywiście jest ograniczona, ale biorąc pod uwagę dwa maratony w nogach i rozbiegania między nimi, to ten rezultat jest naprawdę nie najgorszy. Najważniejsze, że z grubsza w zdrowiu osiągnąłem metę i że w końcu (z rocznym opóźnieniem) dostanę ten miniaturowy, ale jakże szumnie nazwany, znaczek :)
To tak w mniejszym skrócie i jak zwykle z lekka kpiarsko.
32.Maraton Warszawski- najlepszy jak do tej pory! Daliśmy ognia :)
27 stycznia 2012 - 21:49

 
32.Maraton Warszawski był dla mnie szczególny z wielu względów. Był to mój dwunasty maraton, który chciałem zadedykować zmarłemu Tacie ustanawiając nowy rekord życiowy. Po raz pierwszy w krótkiej historii klubu wystartowała nas dwucyfrowa liczba. Przecież zaledwie przed dwoma laty było nas tylko trzech i w klasyfikacji zespołowej musiał nas wspierać stranieri z Madrytu, RamónJ

Ale ten 32.MW był też wyjątkowym maratonem dla innych Warszawiaków. Janusz, nasz klubowy rekordzista, startował po raz dwudziesty w maratonie! Za to Piotrek po raz dziesiąty brał udział w Maratonie Warszawskim, a Lucky zaliczając swój dziesiąty maraton, dołączył do naszego dwucyfrowego grona maratończyków.


Poza okrągłymi jubileuszami trzeba było też się pokazać w rywalizacji sportowej. A tu naprawdę wypadliśmy wspaniale. Ciągle mam przed oczami ten widok z Wisłostrady na nawrocie przy Cytadeli, gdzie widziałem ścigających mnie Bartka, Grześka, Kamila i Luckyego. Wyglądaliście jak „warszawskie gepardy”J pędzące za zwierzyną. To był piękny widok, który dodał mi jeszcze więcej sił. Musiałem przyspieszyć, żeby nie zostać pożarty przez drapieżnikiJ

Zostawiając polowanie na boku, to był nasz najlepszy start, jak do tej pory: 3.miejsce drużynowo, osiem rekordów życiowych (liczę również rekord Oli, która nas tak pięknie wsparła), praktycznie pięciu z nas złamało 3godziny (bo gdyby nie wejście do toalety LuckyegoJ, to te 9 sekund by pękło!), były dwa drugie miejsca w klasyfikacji branżowej, walka na górze, walka na dole. Po prostu REWELACJA!


A gdyby nie poroniony pomysł ze zmianą regulaminu w klasyfikacji drużynowej (dlaczego organizatorzy nie zrobią tak, jak na Biegu Chomiczówki?? ), to mielibyśmy drugie miejsce drużynowo oraz dwie ekipy w pierwszej dziesiątce! Ale naprawdę było pięknie!
Tak samo, jak nowa trasa 32. Maratonu Warszawskiego jest piękna- jeszcze lepsza i szybsza niż ta przed rokiem. Znacznie lepiej się biegnie wbiegając w tunel na wcześniejszych kilometrach, a pozostawiając „na deser” moje rodzinne Powiśle, szpital na Karowej, gdzie się urodziłem oraz Cytadelę i podbieg na KrajewskiegoJ Specjalna motywacja, którą miałem oraz ciekawsza i szybsza trasa zaowocowały nową życióweczką, 2:55J Nowa trasa pozwala też śledzić pojedynek najszybszych w wielu miejscach maratonu.

Przed rokiem na blogu napisałem: „Mam nadzieję, że wszystkie następne starty będą dla nas takie same, jak ten mój z 31.Maratonu Warszawskiego: szczęśliwy, radosny i słoneczny.”

Patrząc na zdjęcia z ostatniego 32.Maratonu Warszawskiego wydaje się, że dla większości taki był. Panowie! Ciągle powtarzam, że jeszcze nie biegamy na tyle, na ile nas naprawdę stać! Co to będzie się działo za rokJJJ

Ekobieg Targówek- nareszcie podium :)
27 stycznia 2012 - 21:48

Bieg startował o 18:00 (wolę biegać wieczorem), pogoda była idealna. Lekka mżawka, 15 stopni, zero słońca. Nic tylko biec ile sił w nogach. Strzał startera (a raczej okrzyk J ) i poszliśmy. Na początku do przodu uciekł Kuśmierz i jakiś chłopak w WKB Meta Lubliniec. Ja trzymałem się kolesia z Entre z którym przegrałem w Choszczówce (dość wyraźnie czego nie pokazuje czas, bo ja umierałem, a on spokojnie kontrolował bieg i w końcówce bez żadnego problemu przyśpieszył), ale wiedziałem, że dziś mogę wytrzymać jego tempo. 

Problemy zaczęły się na 2 km, ale nie z formą, ale trasą. Była kompletnie obłocona, jak w biegu Truskawki (Kamil wie o czym mówięJ). W dodatku na odcinku kilometra szerokość trasy to ok. 50 cm, więc waliliśmy prosto przez błoto, nawet nie szukając suchych punktów. Na ok.2 kilometrze dogoniliśmy chłopaka z WKB, który chyba za mocno ruszył. Trzymał się nas jeszcze jakiś czas, ale nie dał rady. Pozostała tylko walka między mną a kolesiem z Entre. Kuśmierz w tym czasie był już prawie 3 minuty przed nami... Biegliśmy razem do 9 km 500 metra, biegnąc ostatni kilometr już prawie na maksa. Na ostatnich 500 metrach on jeszcze trochę zwiększył tempo, ja już nie wytrzymałem i odpadłem na parę metrów (czas na stronie nie jest prawidłowy, ja się na tyle cieszyłem z 3 miejsca, że przebiegłem obok kolesia, który skanował numery startowe i udało mu się to dopiero po jakiś 10 sekundachJ). Radość olbrzymia z pierwszego podium w życiu i niesamowita motywacja do dalszych treningów.

Patrząc na trasę, gdzie połowa była w błocie i ślizgawka była niesamowita, mój czas bardzo mnie cieszy. Na stoperze złapałem 38:05 (było 10 km 50 metrów), więc biegłem na 38 minut. Wiem, że na asfalcie przy podobnych warunkach jestem w stanie zrobić 37 minut, więc znacznie się poprawiłem. Oby tak dalej...

A żeby było jeszcze ciekawiej, wygrałem główną nagrodę męską tego dnia, buty PumyJ i to jeszcze nie koniec, bo moja dziewczyna wygrała w losowaniu w ogóle główną nagrodę, Toyotę Prius na weekendJ Więc nie dość, że forma dopisała to jeszcze szczęście niesamowite, wracałem do domu szczęśliwy jak dzieckoJJ

Poniżej filmik z dekoracji:
http://www.youtube.com/watch?v=9C5MeRihqT8

X Półmaraton Rejów- relacja Bartka
27 stycznia 2012 - 21:46

Półmaraton Rejów to zdecydowanie najcięższy bieg w jakim biegłem i zarazem moja największa porażka na trasach biegowych. Chciałem sprawdzić formę przed MW, ale wyszła z tego kompletna katastrofa. Trasa na całej swojej długości może miała 4 km płaskiego, poza tym cały czas podbiegi i zbiegi z dwoma morderczymi podbiegami po 2 km każdy! Potem tyle samo zbiegu. Do tego 30 stopni... Na początku kontrolowałem tempo i szło mi bardzo dobrze, 3:55 na km. Ale tylko do 10 km. Potem pierwszy raz przeżyłem kompletne załamanie kończąc bieg z czasami 5:00 na km!!! Nie byłem w stanie biec, nie mogłem zbiegać. Jak by ktoś wyjął wtyczkę z zasilaniem.

Jak ktoś chce zrobić życiówkę, to zdecydowanie odradzam. Jak ktoś chce sprawdzić siłę i wytrzymałość na podbiegach, to lepiej nie może trafićJ Ja niestety jeszcze nie wytrzymałem, ale kiedyś jeszcze tam pojadę i tym razem, to ja wygram z górami, a nie one ze mnąJ
IV Bieg Ursynowa
27 stycznia 2012 - 21:46


Po sobotnim biegu tak mi przyszło do głowy, że razem z Krzyśkiem mamy 91lat, a sumując nasze czasy na 5km z Biegu Ursynowa na 10km otrzymalibyśmy wynik 36:06. To chyba niezły czas jak na 91.latka?
J

Piątka to przy maratonie taki sprint- nim człowiek się obejrzy, już jest na mecie. Praktycznie nie ma czasu na jakąś strategię, czy kalkulację. Trzeba tylko równo walić do mety. A na starcie cała elita warszawsko-mazowieckich biegów, medaliści MP, mocne ekipy z Białorusi i Ukrainy oraz zawsze szybcy Kenijczycy.

Pierwszy kilometr przebiegłem w 3:14- zdecydowanie za szybko. Gdybym utrzymał ten rytm, dałoby mi to 16:10 na mecie! To obecnie jest poza moim zasięgiem. Ciężko jest wyznaczyć zakładane tempo na ten pierwszy kilometr, poza tym podnosi się adrenalina, gdy biegniesz z najlepszymi.
Kolejne kilometry wyglądały tak: 2km-3:28, 3km-3:33, 4km-3:25, 5km-3:21. No i jeszcze 22metry brakujące do mety pokonane w niecałe 5 sekund.

Drugi i trzeci kilometr był najsłabszy i zdecydował, że nie złamałem 17minut. A stało się tak, ponieważ pierwszy za ostro zacząłem i potem organizm dochodził do siebie. No, ale jak już wspominałem, w takim biegu jak ten na 5km ciężko jest wybrać właściwe tempo biegu. Wszystko dzieje się tak błyskawicznie. Gregory, który robił nam zdjęcia na starcie, musiał pędzić na metęJ, żeby zdążyć zrobić nam zdjęcia.

 
Życiówka, 17:08 zaowocowała miejscem na podium w kategorii Masters. Jak to b.celnie skomentował „Słonik” z KB Gymnasion, stać na podium obok takich asów jak Darek Wieczorek i Jacek Gardener jest wielkim wyróżnieniem.

Pani z Urzędu Dzielnicy Ursynów wręczając nam puchary, dowcipnie zapytała, czy my na pewno z takimi sportowymi sylwetkami jesteśmy zawodnikami kategorii Masters, a nie JuniorówJ Miło z jej strony.

Podziękowania dla niej i dla wszystkich organizatorów!

15.05.2010-X Półmaraton Hajnowski i Duch Puszczy :)
27 stycznia 2012 - 21:45


O Półmaratonie w Hajnówce słyszałem tyle zachwytów, komplementów i pochwał od biegającego sąsiada z Chomiczówki
J, Andrzeja Balcerzaka, że musiałem tam pojechać, tym bardziej, że szykował się jubileuszowy dziesiąty już start, a ja bardzo lubię takie okrągłe starty. Trzeba było być bardzo czujnym, żeby zapisać się do tego biegu, ponieważ Hajnówka to jeden z najbardziej „rozchwytywanych” biegów. W lutym, trzy miesiące przed startem nie było już wolnych miejsc! Naszej Warszawiakowej piątce w porę udało się zapisać i mogliśmy wyruszyć do krainy żubraJ Ponieważ poza częścią biegową tego wyjazdu miały też być inne atrakcje, niektórzy z nas zabrali swoje rodziny. Już teraz nadmienię, że wszyscy, łącznie z najmłodszymi Konradem i Anastazją, wrócili zadowoleni.

Na starcie wiele znajomych twarzy z.. WarszawyJ, ale była też mocna ekipa z Białorusi oraz biegacze z innych regionów Polski: Gołdapi, Torunia, Stalowej Woli czy Łomży.
Sama trasa obiecywała „tlenową ucztę” dla płucJ, ponieważ 17km prowadziło przez fantastyczną Puszczę Białowieską. Trochę przypominało to ulicę Dewajtis w Lasku Bielańskim, tylko praktycznie bez samochodów, no i Puszcza Białowieska to Puszcza Białowieska- nie było ograniczeń Marymoncką i Wisłostradą. Droga z Białowieży do Hajnówki to niekończąca się zieleń, drzewa i bliskość z Naturą.

Zaraz po starcie, który nastąpił po odegraniu sygnału na rogu myśliwskim, niesiony startową adrenaliną zacząłem zbyt szybko: 3:39 pierwszy kilometr. Zdecydowanie za ostro. W takich biegach jak półmaraton nie chodzi o to, żeby ścigać się na pierwszych kilometrach tylko na ostatnich. Dlatego zwolniłem i doszło mnie kilku innych zawodników, wśród nich pierwsza kobieta z Białorusi. Nasza dziesięcioosobowa grupa praktycznie przez ¾ trasy trzymała się razem. Nie szarpałem, nie napinałem się, tylko cały czas trzymałem dystans i delektowałem się „tlenową ucztą” oraz pięknem przyrody. Przyglądałem się też reszcie biegaczy z tej naszej dziesięcioosobowej wycieczki przez Puszczę Białowieską. Po 18km naszą grupę już lekko przetrzebiło: został już tylko znajomy z aleTempo, Białorusinka oraz jeszcze jeden biegacz. Czułem się bardzo dobrze, do mety było już coraz bliżej, także zdecydowałem się na atak. Na ulice Hajnówki wbiegłem już samotnie z lekką przewagą nad pozostałymi. Końcówka była dla mnie o tyle niekomfortowa, że nie widziałem żadnego biegacza przede mną (przybiegł 3 minuty wcześniej), który byłby punktem odniesienia i za którym mógłbym biec, a ponieważ nie znałem dokładnie końcówki na ulicach i skrzyżowaniach w Hajnówce (trochę przypomina Sochaczew), nie biegłem z taką swobodą, na jaką było mnie stać. Po cichu liczyłem, że uda się złamać 1:20. Na metę wpadłem niezagrożony na dziesiątym miejscu, ale zabrakło mi 37 sekund do zejścia poniżej 80 minut. W sumie jestem bardzo szczęśliwy, ponieważ 1:20:36 to moja życiówka w półmaratonie (już czwarta w 2010rJ), ale lekki niedosyt pozostał. Co się odwlecze, to nie uciecze!

Niedługo po mnie na mecie zameldowali się Gregory z Krzyśkiem. Gregory również zrobił życiówkę 1:26. Bardzo cieszy ten wynik, ponieważ formuje się mocna trzyosobowa grupa na 1:25. Roman, Krzysiek i Gregory zaczynają deptać po piętach Luckyemu i mi JJ

Następni na mecie przybiegli Artur, który „otarł się” o swój rekord oraz Grzesiek, który chociaż ostatnio mniej biega, to trzyma fasonJ Na mecie na wszystkich biegaczy czekały piękne drewniane medale z wygrawerowanym imieniem każdego uczestnika oraz stoły zastawione napojami, bananami i pączkami.

Potem był czas na prysznic w pobliskiej szkole, pyszny obiad w tamtejszej stołówce (ogórkowa, kurczak z ryżem i sałatką oraz kompot) - ukłony i podziękowania dla pań kucharek oraz miłych dziewczyn objaśniających rozmieszczenie sal!
Już wykąpani i przebrani wróciliśmy do amfiteatru, gdzie Krzysiek i ja odebraliśmy piękne drewniane puchary za miejsca na podium w klasyfikacji wiekowej. Nie byliśmy jedynymi obdarowanymi, ponieważ w losowaniu nagród szczęście również uśmiechnęło się do Grześków.

No i przyszedł czas na słynną BiesiadęJ Najpierw godzinna podróż kolejką wąskotorową przez Puszczę Białowieską do uroczej Osady Topiło. A tam czekał na nas: Żubr, wędliny, Duch Puszczy,

27.09.2009- 31.Maraton Warszawski
27 stycznia 2012 - 21:44


31. Maraton Warszawski był moim jubileuszowym dziesiątym maratonem. Chociaż startowałem już w siedmiu krajach, zaliczając m.in. trzy z „Wielkiej Piątki” (Londyn, Berlin, Boston), to ten wczorajszy, jak do tej pory, wspominam najmilej.

Będę go pamiętał jako wyjątkowy z wielu względów.

Rodzinne miasto, trasa prowadząca po Powiślu, gdzie się urodziłem i wychowywałem, nowy rekord, najwyższe miejsce w historii startów w maratonach, gorący doping na warszawskich ulicach rzeszy sympatyków i kibiców: rodzinki, przyjaciół, znajomych oraz najlepszego piłkarza naszej EkstraklasyJ To niesamowicie mnie niosło i dodawało dodatkowej energii. Także nawet musiałem się powstrzymywać, żeby nie ulec zbytniej euforii, za którą się płaci na ostatnich kilometrach. Piękna trasa, ciekawsza niż przed rokiem, ale też bardziej wymagająca. Piękna pogoda, która na ostatnich kilometrach lekko dała się we znaki. Po tym prawie trzy godzinnym „spacerku po Warszawie” mam teraz opaleniznę jakbym wrócił z KanarówJ Emocje na ostatnich metrach, gdzie jednak chłopaki z konkurencji byli o parę sekund szybsi. Wszystko to pozostanie zapisane w mojej pamięci.


Brakowało mi tylko kapel, które grały tu przed rokiem: i tych rockowych (świetna grupa grająca pod Poniatoszczakiem), i tych typowo warszawskich.

Mam nadzieję, że wszystkie następne starty będą dla nas takie same, jak ten mój z 31.Maratonu Warszawskiego: szczęśliwy, radosny i słonecznyJ Z tego też powodu dałem takie zdjęcie na blog. Ono właśnie takie jest. I można by je podpisać „Rosną następcy WARSZAWIAKÓW”.

06.09.2009-Półmaraton Szlakiem Walk nad Bzurą, Sochaczew
27 stycznia 2012 - 21:43


Sochaczew był kolejną imprezą zaliczoną na biegowej mapie Polski i kolejnym udanym startem, który mam nadzieję zaprocentuje podczas Maratonu Warszawskiego. A są powody by tak sądzić: nowa życióweczka, dobre samopoczucie w trakcie i po biegu oraz odczucie, że jeszcze pozostały rezerwy.

Sam półmaraton w Sochaczewie ma taki swój niepowtarzalny klimat, dla którego warto w nim wystartować. Wszystko zaczyna się już na stadionie, jak z najlepszych lat PRLu, Orkana Sochaczew, gdy z podpisanym zgłoszeniem do biegu chodzi się od stolika do stolika organizatorów zbierając podpisy na wspomnianej kartce i otrzymując pakiet startowy i niepowtarzalny numer startowy, o którym krążyły legendy już przed biegiem i o którym jeszcze długo będą krążyćJ Numer ten jest zrobiony z delikatnego materiału z tasiemkami zarówno do założenia przez głowę jak i do zawiązania. W zasadzie to są dwa numery startowe połączone tymi tasiemkami: jeden zakłada się z przodu, drugi z tyłu. No, ale skoro była to już 26.edycja tego biegu te numery wpisały się na stałe w historię biegu.

Sama trasa nie należy do najłatwiejszych, ponieważ są dwa podbiegi (dla mnie odczuwalny był ten drugi), a ostatnie sześć kilometrów biegnie się przy nieograniczonym ruchu kołowym. Trochę to jest niebezpieczne, ale z drugiej strony w ten sposób unika się monotonii i nie jest takie nużące, jak pierwsza część biegu. Trzeba uważać na jadące samochody i tiry, zarówno te z tyłu jak i te z naprzeciwka. No, a wtedy czas szybciej mijaJ

Lucky wystartował jak Usain Bolt- przez jakiś czas biegł tuż za zwycięzcą. Z b.dobrym czasem zajął miejsce w pierwszej dziesiątce. Do miejsca na podium w kategorii wiekowej zabrakło mu jednego miejsca. Co nie udało się Luckyemu, udało się miJ Byłem trzeci w mojej kategorii, a w generalnej, tylko jeden biegacz nas oddzielił. Nagrodą był ładny puchar i wieniec, ale nie laurowy, tylko wierzbowy. Taki sochaczewski zwyczaj.

Trzeci przybiegł Gregory, tym razem nie pobił rekordu, ale prawie powtórzył czas z Radzymina. Co nie udało się Gregorowi, udało się drugiemu z Grześków. No i trzeba przyznać, że poprawienie rekordu o 11 minut w półmaratonie w ciągu pięciu miesięcy robi wrażenie.
Na mecie oczywiście, pierwszą rzeczą było odebranie nam cennych numerów startowych przez organizatorów i wręczenie pięknych medali. Następnie zasłużony prysznic, dobra grochówka, no i można było słuchać miejscowego spikera, którego teksty mogłyby zostać wykorzystane w filmach takich jak „Rejs” czy „Miś”J

22.08.2009-Puchar Maratonu 25km
27 stycznia 2012 - 21:42



Dzisiejszy start w najdłuższej edycji Pucharu Maratonu, 25km, był bardzo udaną dla nas imprezą. Lucky zajął doskonałe piąte miejsce, ustępując tylko biegaczom z najwyższej półki.

Maciek i Piotrek zajęli miejsca w pierwszej pięćdziesiątce, a Grzesiek udanie debiutował na tak długim dla niego dystansie.

Sam bieg i trasa jest rewelacyjny dla zdrowia, płuc i biegowej formy. Pięć pętelek po 5km w Lasku Kabackim po leśnych dróżkach, wśród wspaniałej natury (były i drzewa, i cień, i śpiew ptaków J-nic tylko biegać!) bardzo dotleniły organizm i nastawiły taką zdrową, pozytywną energią. Pogoda też dopisała, tak samo jak liczba uczestników, wyjątkowo liczna. Organizacja też na medal: punkty z wodą i napojami, szatnie, przechowalnie, a nawet na mecie szczęśliwe dla większości z nas losowanie fantów.

W samym biegu każdy z WARSZAWIAKÓW miał inną wybraną przez siebie taktykę.

  • Lucky chciał pobiec na maksa, powalczyć o dobrą lokatę i pobicie wyniku sprzed roku. Wszystko mu się udałoJ Powalczył, zajął piąte miejsce i o 6 minut pobił swój czas z 2008r.
  • Piotrek chciał odbudować swoją formę po wakacjach, pobiec szybciej niż rok temu i wybiegać kilometry przed Maratonem we Wrocławiu. Wszystko to zrobił dzisiaj na Kabatach.
  • Maciek planował wykorzystać Puchar Maratonu do zrobienia treningu progresywnego z narastającym tempem. Plan został wykonany w 100%, a przy okazji o 7 minut szybciej przebiegł trasę niż przed rokiem.
  • Grzesiek debiutował na 25kilometrowej trasie. Jak do tej pory jego najdłuższy bieg to był półmaraton. Przez ponad 70 minut biegł razem z Maćkiem i złamał dziś dwie granice: biegania przez 2 godziny i pokonania 25km.

Także z dzisiejszego biegu w Pucharze Maratonu wszyscy mamy bardzo miłe wspomnienia, które powinny zaprocentować we wrześniu podczas naszych startów w maratonach. Oby tak się stało!
A swoją drogą niezłe bicepsiki mają WARSZAWIAKY, naprawdę niezłe… J

15.08.2009-XVIII Półmaraton Cud nad Wisłą, Radzymin-Ossów
27 stycznia 2012 - 21:41


Półmaraton „Cud nad Wisłą” to taki odpowiednik Półmaratonu Wiązowskiego, tylko leżący na drugiej półkuliJ Też blisko Warszawy, też jest mocna obsada, też organizatorzy są wyjątkowo życzliwi, też są ciekawe medale i trasa można powiedzieć, że trochę podobna, chociaż w Radzyminie jest tylko mała „agrafka”. Natomiast ta druga półkula, to pory roku- w Wiązownej zima i wiatr, natomiast w Radzyminie lato i skwar.

Jednak w tym roku wyjątkowo na obu półmaratonach w podwarszawskich miejscowościach pogoda była bardzo przychylna biegaczom. W Wiązownej nie było ani zimno, ani wietrznie. Natomiast w minioną sobotę na trasie z Radzymina do Ossowa aura była wręcz wymarzona do biegania.

Nasza czwórka w tym biegu: Gregory, Kuba, Maciek i Lucky, na 6 tygodni przed Maratonem Warszawskim wypadła bardzo dobrze.

Mój plan z Luckym zakładał biec 4minuty każdy kilometr. Od 10km gdybyśmy się czuli na siłach, mieliśmy przypieszyć. Zakładany czas to 1:24. Już po pierwszych dwóch kilometrach (odpowiednio 3:40 i 3:50-znowu ta adrenalina startowaJ ), wiadomo było, że wykonamy plan ponad normę. I to grubo! Nasze czasy 1:22, na 6 tygodni przed Maratonem, to bardzo dobry rezultat.

Również Gregory pobiegł dobrze: pobił życiówkę, ale chyba trochę osłabł w końcówce. Tak było Grzesiek? Na 14km wydawało mi się, że zrobisz 1:30.

Natomiast Kuba wrócił z Miodowego Miesiąca nad Morzem Śródziemnym „All inclusive” J To wystarczy za komentarz, ale pomimo wakacyjno-nowomałżeńskich ekscesów wypadł przyzwoicie.


To teraz będzie tylko jeszcze ostatni sprawdzian generalny w Sochaczewie, a potem wielki dzień: 27.września i start w Maratonie Warszawskim: czterech debiutantów i czterech wyjadaczy maratońskich. No i jeden cel-powalczyć o pierwszą piątkę w klasyfikacji drużynowej, a może i podium.
J

25.07.2009-XIX Bieg Powstania Warszawskiego
27 stycznia 2012 - 21:40



W XIX Biegu Powstania Warszawskiego wystartowała mocna ekipa WARSZAWIAKÓW (Maciek Lucky, Krzysiek, Maciek, Kuba, Grzesiek i Janusz) wsparta gościnnym występem na 5km Asi, Marty i Darka. Przyszli również dopingować swoich kolegów Piotrek i Gregory.

 

Pogoda dopisała w sobotni wieczór. Było idealnie: ciepło, ale do wytrzymania, ponieważ nie było ani skwaru ani parno. Nie było też tak ostatnio częstych burz, a wiał lekki wiaterek. W sumie pogoda była dużo lepsza niż przed rokiem, kiedy był straszny upał. Sama trasa była taka jak wspomniałem wcześniej: pierwsze dwa kilometry, sama przyjemność z biegania po szerokich i płaskich warszawskich historycznych ulicach-płasko, szeroko i wiatr w plecy. Po drugim kilometrze zaczynał się ostry, kręty i techniczny zbieg na Karowej, a od Wisłostrady do świateł na Sanguszki była długa, ale płaska prosta, troszkę pod wiatr. Na „deser” podbieg na Sanguszki. Reasumując, trasa ciekawa, ale nie do bicia rekordów, chociaż nie dla wszystkich jak się później okazało J

Natomiast przed rokiem na AWFie lepiej się odczuwało atmosferę tego biegu, ponieważ cały AWF był zarezerwowany tylko i wyłącznie dla uczestników Biegu Powstania Warszawskiego. Nie było jeżdżących samochodów Wisłostradą, inscenizacje powstańcze były bardziej dopracowane i odczuwalne, na całej długości trasy świeciły się znicze i nie było wtedy żadnego takiego momentu na trasie biegu, gdy odczuwało się pustkę i samotność, tak jak teraz biegnąc Wisłostradą. No, ale na 2 kilometrowej trasie na AWF, trudno byłoby zmieścić prawie 3000 biegaczy.

 

Generalnie nasz start można ocenić jako b.udany: Maćkowie  przebiegli go w 36 minut, Krzysiek w 39 minut, Kuba w 40min, Grzesiek w 46, a Janusz w 48 minut. Dało to nam dwa miejsca w pierwszej trzydziestce, trzech było w pierwszej setce (czwartemu zabrakło 11 sekund). Również trzech zrobiło życiówki (pomimo tej technicznej trasy), a wszyscy ukończyli wśród 550 biegaczy na ponad 1600.


To jest dobry prognostyk przed naszymi wrześniowymi maratonami, ponieważ również start Piotrka i Romana w Pucharze Maratonu na 20km był udany.

Ogólnie bardzo dobry bieg. Podziękowania dla organizatorów za jego przygotowanie i organizację.

razem 17 rekordów        

10000000100000001100000011110000110000001000100010000000100010001100110010001000111111111010000011001100101010101000000010001000
AktualnościWARSZAWIAKYSylwetkiStartyZdjęciaBlogForumSłynniGościeSympatycyKalendariumKontakt