O Półmaratonie w Hajnówce słyszałem tyle zachwytów, komplementów i pochwał od biegającego sąsiada z Chomiczówki J, Andrzeja Balcerzaka, że musiałem tam pojechać, tym bardziej, że szykował się jubileuszowy dziesiąty już start, a ja bardzo lubię takie okrągłe starty. Trzeba było być bardzo czujnym, żeby zapisać się do tego biegu, ponieważ Hajnówka to jeden z najbardziej „rozchwytywanych” biegów. W lutym, trzy miesiące przed startem nie było już wolnych miejsc! Naszej Warszawiakowej piątce w porę udało się zapisać i mogliśmy wyruszyć do krainy żubraJ Ponieważ poza częścią biegową tego wyjazdu miały też być inne atrakcje, niektórzy z nas zabrali swoje rodziny. Już teraz nadmienię, że wszyscy, łącznie z najmłodszymi Konradem i Anastazją, wrócili zadowoleni.
Na starcie wiele znajomych twarzy z.. WarszawyJ, ale była też mocna ekipa z Białorusi oraz biegacze z innych regionów Polski: Gołdapi, Torunia, Stalowej Woli czy Łomży. Sama trasa obiecywała „tlenową ucztę” dla płucJ, ponieważ 17km prowadziło przez fantastyczną Puszczę Białowieską. Trochę przypominało to ulicę Dewajtis w Lasku Bielańskim, tylko praktycznie bez samochodów, no i Puszcza Białowieska to Puszcza Białowieska- nie było ograniczeń Marymoncką i Wisłostradą. Droga z Białowieży do Hajnówki to niekończąca się zieleń, drzewa i bliskość z Naturą. Zaraz po starcie, który nastąpił po odegraniu sygnału na rogu myśliwskim, niesiony startową adrenaliną zacząłem zbyt szybko: 3:39 pierwszy kilometr. Zdecydowanie za ostro. W takich biegach jak półmaraton nie chodzi o to, żeby ścigać się na pierwszych kilometrach tylko na ostatnich. Dlatego zwolniłem i doszło mnie kilku innych zawodników, wśród nich pierwsza kobieta z Białorusi. Nasza dziesięcioosobowa grupa praktycznie przez ¾ trasy trzymała się razem. Nie szarpałem, nie napinałem się, tylko cały czas trzymałem dystans i delektowałem się „tlenową ucztą” oraz pięknem przyrody. Przyglądałem się też reszcie biegaczy z tej naszej dziesięcioosobowej wycieczki przez Puszczę Białowieską. Po 18km naszą grupę już lekko przetrzebiło: został już tylko znajomy z aleTempo, Białorusinka oraz jeszcze jeden biegacz. Czułem się bardzo dobrze, do mety było już coraz bliżej, także zdecydowałem się na atak. Na ulice Hajnówki wbiegłem już samotnie z lekką przewagą nad pozostałymi. Końcówka była dla mnie o tyle niekomfortowa, że nie widziałem żadnego biegacza przede mną (przybiegł 3 minuty wcześniej), który byłby punktem odniesienia i za którym mógłbym biec, a ponieważ nie znałem dokładnie końcówki na ulicach i skrzyżowaniach w Hajnówce (trochę przypomina Sochaczew), nie biegłem z taką swobodą, na jaką było mnie stać. Po cichu liczyłem, że uda się złamać 1:20. Na metę wpadłem niezagrożony na dziesiątym miejscu, ale zabrakło mi 37 sekund do zejścia poniżej 80 minut. W sumie jestem bardzo szczęśliwy, ponieważ 1:20:36 to moja życiówka w półmaratonie (już czwarta w 2010rJ), ale lekki niedosyt pozostał. Co się odwlecze, to nie uciecze!
Niedługo po mnie na mecie zameldowali się Gregory z Krzyśkiem. Gregory również zrobił życiówkę 1:26. Bardzo cieszy ten wynik, ponieważ formuje się mocna trzyosobowa grupa na 1:25. Roman, Krzysiek i Gregory zaczynają deptać po piętach Luckyemu i mi JJ Następni na mecie przybiegli Artur, który „otarł się” o swój rekord oraz Grzesiek, który chociaż ostatnio mniej biega, to trzyma fasonJ Na mecie na wszystkich biegaczy czekały piękne drewniane medale z wygrawerowanym imieniem każdego uczestnika oraz stoły zastawione napojami, bananami i pączkami.
Potem był czas na prysznic w pobliskiej szkole, pyszny obiad w tamtejszej stołówce (ogórkowa, kurczak z ryżem i sałatką oraz kompot) - ukłony i podziękowania dla pań kucharek oraz miłych dziewczyn objaśniających rozmieszczenie sal! Już wykąpani i przebrani wróciliśmy do amfiteatru, gdzie Krzysiek i ja odebraliśmy piękne drewniane puchary za miejsca na podium w klasyfikacji wiekowej. Nie byliśmy jedynymi obdarowanymi, ponieważ w losowaniu nagród szczęście również uśmiechnęło się do Grześków.
No i przyszedł czas na słynną BiesiadęJ Najpierw godzinna podróż kolejką wąskotorową przez Puszczę Białowieską do uroczej Osady Topiło. A tam czekał na nas: Żubr, wędliny, Duch Puszczy, dzik, Cygański Czar i wiele, wiele innych atrakcji, ale te najlepiej zobaczyć i zakosztować samemuJJJ
Wielkie podziękowania dla organizatorów za zorganizowanie tej świetnej imprezy! Za rok powrócimy, jeśli uda się nam zapisaćJ
|
10000000100000001100000011110000110000001000100010000000100010001100110010001000111111111010000011001100101010101000000010001000
|