XXI Bieg Niepodległości miał być historyczny dla Luckyego i dla mnie, ponieważ chcieliśmy w nim złamać granicę 36 minut. Tym razem nasz plan pokrzyżowała aura, ale bieg i tak był dla nas historyczny. W końcu udało się wygrać z czterokrotnym mistrzem olimpijskim, Robertem Korzeniowskim i to w sposób nie podlegający dyskusji J Ja przybiegłem minutkę a Lucky prawie 30 sekund szybciej od naszego multimedalisty.
Jest takie sportowe powiedzenie: „Tak się gra jak przeciwnik pozwala”. Po wczorajszym biegu, śmiało można by je zamienić na: „Tak się biegnie jak pogoda pozwala” J A aura wczoraj nie rozpieszczała biegaczy, zwłaszcza na pierwszych czterech kilometrach. Deszcz i silny przeciwny wiatr, kosztował wiele dodatkowych sił, których potem zabrakło na dalszych kilometrach. Ale taka pogoda też ma swój urok, hartuje, sprawia, że ciepła herbata na mecie smakuje jak nektar.
Sama nowa trasa Biegu Niepodległości jest ciekawa, płaska, prowadzona przez centrum Warszawy. Start i już na samym początku trzeba było omijać kilka osób, które ustawiły się razem z elitą, a biegły jak oldboje. Ułan to przy nich sprinter. Co za ludzie!
Wiatr i deszcz nie ułatwiały życia, ale deszczowe treningi, które zrobiliśmy z Luckym na AWFie zahartowały mnie do takich warunków. Tak samo było z podbiegiem przy Dworcu Centralnym. Po tych „Hill session”, które zaliczyliśmy w Lasku Bielańskim, czułem się jak kozica wbiegając na wiadukt J Lekko, bez wysiłku wyprzedziłem kilku biegaczy i zobaczyłem, że nie tylko lód może być śliski, ale i asfalt też, dla rolkarzy. Tam pierwsi z nich zaczęli się przewracać. Ostatni rolkarz, którego widziałem na ziemi, poznawał uroki warszawskich ulic przed Ogrodem Saskim.
Na ulicy Królewskiej, stał się cud.
Tak jak trafnie skomentował to biegnący za mną i widzący całą sytuację Lucky „ludzie się rozeszli przed Tobą tak jak Morze Czerwone”J A było tak: na przejściu dla pieszych stało kilkadziesiąt osób, czekając na zielone światło i lukę między biegaczami, żeby przejść na drugą stronę. Jak tylko się pojawiło zielone, weszli na jezdnię i przez moment obawiałem się, że będę musiał przebijać się przez tłum pieszych, tak jakbym na koncercie punk rocka tańczył pogo. Na szczęście było właśnie tak, jak to nazwał Lucky- ludzie idealnie się rozeszli przede mną. Cud jak z przejściem przez Morze Czerwone! No to teraz mogłem pędzić do mety jak strzałaJ
Na półmetku byłem 39, a na mecie 35, czyli w drugiej części wyprzedziłem czterech biegaczy. Jestem z tego zadowolony, ponieważ znaczy, że nie spuchłem, że wytrzymałem swoje tempo, a na ostatnich metrach byłem w stanie jeszcze przyspieszyć i wyprzedzić dwóch zawodników. Ostatni kilometr był też moim najszybszym, przebiegłem go w 3:29. Gdyby nie te pierwsze kilometry, które kosztowały mnie więcej sił, to kto wie, czy nie padłaby kolejna bariera…
Tak się złożyło, że takie biegi z 2009 roku jak: Bieg Powstania Warszawskiego, Maraton Warszawski i teraz Bieg Niepodległości, ze względu na trasę (BPW), na pogodę i trasę (MW) lub pogodę (BN) odbywały się w trudniejszych warunkach niż te same biegi zorganizowane w 2008r. Dlatego trzeba będzie poczekać rok, żeby można zweryfikować i porównać na nich swoje czasy.
Ogólnie XXI Bieg Niepodległości to była udana impreza. Pięciu WARSZAWIAKÓW, którzy w nim wystartowali, pokazało się z dobrej strony, a dla mnie dodatkowo będzie wyjątkowa, historyczna właśnie, ponieważ to tu „złapałem Korzenia”- przybiegłem do mety przed Robertem Korzeniowskim, jedynym w historii czterokrotnym mistrzem olimpijskim w chodzie.
A może za parę lat uda mi się wygrać z Haile Gebreselassim? J