Jestem tradycjonalistą- dla mnie wciąż istnieje siedem historycznych dzielnic Warszawy, a jedną z najbliższych mi zawsze był ŻoliborzJ Na Żoliborzu mieszkałem, do żoliborskich parafii chodziłem na religię, tu zdawałem maturę. Na Żoliborzu jako uczeń startowałem w pierwszych zawodach przełajowych właśnie na Kępie Potockiej (trochę inaczej wtedy ona wyglądała). Wiele lat później po podziale administracyjnym na kilkanaście dzielnic, okazało się, że sporo z tych miejsc już nie należy do Żoliborza tylko do Bielan, ale dla mnie to i tak zawsze będzie ŻoliborzJ Tutaj na Żoliborzu wystartowałem po raz drugi w jego Grand Prix. Przed rokiem byłem czwarty w klasyfikacji OPEN.
W tym roku miałem szansę stanąć na podium i zająć trzecie miejsce (pierwsze dwa były „zarezerwowane” dla Rafała i Tomka), ale trzeba było o nie powalczyć. Przed ostatnim biegiem z serii GP Żoliborza miałem dziesięć punktów straty do Szymona. Plan był prosty: przybiec przed Szymonem, być w pierwszej piątce i uważać na Roberta. Udało się, choć nie było łatwo. Jakieś 400 metrów, niesiony adrenaliną startową, biegłem z „Wielką Trójką”J, czyli Darkiem, Rafałem i Tomkiem. No, ale oni to dla mnie jeszcze za wysokie progi i musiałem odpuścić, żeby się nie zarżnąć i nie zapłacić za to na końcowych metrach. W sumie pokonałem około 9500 metrów biegnąc samotnie, kontrolując przewagę nad Szymonem i Robertem. Pomógł mi doping moich Rodziców oraz naszych sympatyków, zwłaszcza Darka.
Sama trasa na GP Żoliborza, gdybym miał ją określić jednym słowem, to powiedziałbym, że jest wymagająca. Jedna pętla ma 1950 metrów, czyli trzeba ich zrobić pięć a start jest przesunięty o te 250 metrów. Zaraz za „Łukiem triumfalnym” zaczyna się podbieg, który na pierwszym kółku może się nie odczuwa, ale na ostatnich bardzo. Ten podbieg jest najdłuższy i najbardziej stromy, ale to nie koniec atrakcjiJ Na biegacza czekają jeszcze co najmniej dwa podbiegi: pierwszy tuż za mostem, a drugi, taki delikatny na łuku, gdy się obiega kanałek i jest zakręt o 180º . Właśnie! Liczne zakręty, to następna specyfika tej trasy. Ale ja bardzo ją lubię, mimo że do najłatwiejszych nie należy. Idealnie zmierzona posiada atest, jest urozmaicona i ciekawa, cały czas pozwala śledzić dystans i do najlepszych i do goniących. Jest dokładnie taka jak już wspomniałem: wymagająca. Ma tylko jedną rzecz, która wymaga poprawy i którą władze dzielnicy powinni zmienić: dziurawą, pofałdowaną asfaltową nawierzchnię grożącą kontuzjami.
Po wczorajszym udanym starcie i miejscu na podium obok wybitnych biegaczy, dla mnie „Zielony Żoliborz” jest jeszcze bardziej kochanyJ
|
31. Maraton Warszawski był moim jubileuszowym dziesiątym maratonem. Chociaż startowałem już w siedmiu krajach, zaliczając m.in. trzy z „Wielkiej Piątki” (Londyn, Berlin, Boston), to ten wczorajszy, jak do tej pory, wspominam najmilej. Będę go pamiętał jako wyjątkowy z wielu względów.
Rodzinne miasto, trasa prowadząca po Powiślu, gdzie się urodziłem i wychowywałem, nowy rekord, najwyższe miejsce w historii startów w maratonach, gorący doping na warszawskich ulicach rzeszy sympatyków i kibiców: rodzinki, przyjaciół, znajomych oraz najlepszego piłkarza naszej EkstraklasyJ To niesamowicie mnie niosło i dodawało dodatkowej energii. Także nawet musiałem się powstrzymywać, żeby nie ulec zbytniej euforii, za którą się płaci na ostatnich kilometrach. Piękna trasa, ciekawsza niż przed rokiem, ale też bardziej wymagająca. Piękna pogoda, która na ostatnich kilometrach lekko dała się we znaki. Po tym prawie trzy godzinnym „spacerku po Warszawie” mam teraz opaleniznę jakbym wrócił z KanarówJ Emocje na ostatnich metrach, gdzie jednak chłopaki z konkurencji byli o parę sekund szybsi. Wszystko to pozostanie zapisane w mojej pamięci. Brakowało mi tylko kapel, które grały tu przed rokiem: i tych rockowych (świetna grupa grająca pod Poniatoszczakiem), i tych typowo warszawskich.
Mam nadzieję, że wszystkie następne starty będą dla nas takie same, jak ten mój z 31.Maratonu Warszawskiego: szczęśliwy, radosny i słoneczny. Z tego też powodu dałem takie zdjęcie na blog. Ono właśnie takie jest- tryska z niego optymizmem. Można by je podpisać „Rosną następcy WARSZAWIAKÓW”J
|
10000000100000001100000011110000110000001000100010000000100010001100110010001000111111111010000011001100101010101000000010001000
|